fbpx

“Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego gotowym scenariuszem filmowym

Jak Jakub Kolski po raz kolejny udowodnił, że jest nie tylko wybitnym reżyserem i scenarzystą, ale też prozaikiem. Realizm języka, kompletność scen i umiejętność budowania napięcia uwiarygodnia fabułę książki. Czytelnik ma wrażenie, że nie czyta książki, tylko ogląda jej akcję. Tak naprawdę to “Dwanaście słów” jest gotowym scenariuszem filmowym, a zadaniem czytelnika staje się dopasowanie aktorów, którzy najlepiej odtworzyli by powierzone im role – recenzja “Dwunastu słówJana Jakuba Kolskiego autorstwa Adama Kraszewskiego.

http://recenzjeksiazek.natemat.pl/82041,dwanascie-slow

Dwanaście słów” to nowa powieść wybitnego reżysera i pisarza, autora bestsellerowego “Egzaminu z oddychania” sprzedanego w 20 tys. egzemplarzy. Utrzymana w powściągliwym a jednocześnie intensywnym klimacie przypominającym film Jane Campion “Fortepian”.

Opowieść o miłości, ale niechcianej; pamięci, która jest zbyt natrętna; pokusach, które przerażają i o człowieku, który jest tajemnicą. Od dzikiej Afryki, po samotny dom ukryty w lesie. Od wielkich przemian w dziejach ludzkości, po skromną wiejską historię losu jednego dziecka. Kolejny raz Jan Jakub Kolski każe swoim czytelnikom odbyć podróż po świecie pełnym tak niesprawiedliwości jak i piękna. Ale także podróż po meandrach ludzkiej natury. Zderza ze sobą małość i wielkość człowieka, jego siłę i słabość, moralność i deprawację.

Marianna ma trzydzieści jeden lat, jest jedną z najładniejszych boromeuszek w klasztorze, ma niebieskie oczy, czarne włosy, zrośnięte brwi i jasną cerę. Opiekuje się chorymi w szpitalu, pielęgnuje ich, wysłuchuje losów… O świcie zachodzi do kościoła, aby uwielbić wiszący w transepcie wizerunek Jezusa – pięknego, smukłego, ciemnoskórego i… budzącego w niej nieprzyzwoite podniecenie. Kiedy postanawia uciec z klasztoru, wykrada święty obraz i zabiera ze sobą. Trzy miesiące później, w poszukiwaniu pracy, staje u drzwi Fryderyka, mieszkającego w leśnej chacie mężczyzny – ekscentrycznego samotnika, czarniawego, barczystego i nieprzyjemnego, z zapisaną w oczach mieszaniną mądrości i okrucieństwa. Nieliczni, którzy o nim wiedzą, nazywają go nauczycielem muzyki. Dwadzieścia lat temu przyjechał z Afryki. Co kazało mu uciekać z Kenii? Czy dwanaście słów, za pomocą których na co dzień się porozumiewają, wystarczy, by poznali swoje historie?