fbpx

Wywiady ze Stanisławem Likiernikiem – bohaterem “Made in Poland”

Zapraszamy do lektury wywiadów ze Stanisławem Likiernikiem – bohaterem książki “Made in Poland” autorstwa Emila Marata i Michała Wójcika, żołnierzem Kedywu, legendą Polski Walczącej, jednym z ostatnich żyjących powstańców.

Piotr Najsztub (“Newsweek”): Pamięta pan pierwszego zabitego przez siebie Niemca?

Stanisław Likiernik: Pierwszy był podczas roboty na “Panienkę”.

Tego znienawidzonego Bahnschutza [oddziały obrony kolei – przyp. red.]?

– Wpadłem do budynku od tyłu, ze Stasinkiem Zagórskim i na naszej drodze znalazł się Niemiec. Przycisnąłem cyngiel parabellum i facet zniknął. Zabiłem człowieka, a nawet nie zauważyłem, czy on potem leżał na ziemi. Biegłem dalej.

A wykonywanie wyroków na zdrajcach, kolaborantach? Kedyw [Kierownictwo Dywersji Komendy Głównej AK – przyp. red.], do którego pan należał, tym też się zajmował.

– Na szczęście byłem zawsze w obstawie. Pierwszy raz przebrany w mundur niemiecki, w lasach w Kampinosie – akurat szły jakieś kobiety ze szmuglowanymi kaczkami, z kurami. Machnąłem ręką, krzyknąłem “Raus!” i uciekły. Więc jak ktoś mówi, że w Polsce był przyzwoity Niemiec, to nieprawda – to byłem ja.

Prowadziliście życie młodych mężczyzn? Alkohol? Miłość?

– Alkoholu to ja chyba wypiłem litr przez całe życie, no może dwa.

Niewiele…

– Jak na 90 lat to średnia jest słaba. A w czasie powstania nie miałem czasu na żadne miłości, bo byłem bez przerwy ranny. O ile wcześniej w Kedywie robiłem rzeczy z sensem, przygotowane, często udane, to w powstaniu byłem jedynie celem dla Niemców. Raz dostałem granatem, drugi raz kulą, trzeci raz z granatnika…

Jedyny przyjemny dla mnie moment w powstaniu był wtedy, gdy zdobyliśmy Stawki i zabiliśmy dziewięciu Niemców. Wziąłem hełm esesmana, miałem pistolet Thomsona, inni pozakładali zdobyte niemieckie panterki. I tak przyszliśmy na Wolę, mijając fabrykę Fajfra, gdzie wcześniej pracowałem. Zobaczyli mnie robotnicy, których znałem, szedłem koło Stasinka Sosabowskiego – z tym thompsonem, w mundurze, cała grupa: stu ludzi w mundurach…

Cieszył się pan, kiedy wybuchło powstanie?

– Kto się mógł cieszyć?… Dzień czy dwa wcześniej przyszedł do mnie Roman Bratny i mówi: “Jeżeli zrobimy powstanie, to Stalin zatrzyma się i poczeka, aż nas Niemcy wykończą”. Ja na to: “Roman, ja to wiem, ty to wiesz, więc nasi szefowie też to wiedzą. Muszą mieć jakąś koordynację z Rosjanami”. Ale – jak się okazało – nie mieli takiej koordynacji.

Dlaczego Stalin miał nam pomagać, jak Niemcy robili za niego brudną robotę?

Więcej w najnowszym numerze “Newsweek Polska” [2014 31/14]

Emil Marat, Michał WójcikMade in Poland

Stanisław Likiernik (ur. 1923) – jeden z dwóch pierwowzorów słynnego “Kolumba” – Stanisława Skiernika z powieści Romana Bratnego Kolumbowie. Rocznik 20. To jego wojenne doświadczenia złożyły się na literacką postać, która dała nazwę całemu pokoleniu, legendzie Polski Walczącej.

Po siedemdziesięciu latach od Powstania Warszawskiego zdecydował się opowiedzieć o wstrząsających, prawdziwych losach żołnierzy i dowódców AK, o kulisach pracy w dywersji, o trudnych wyborach dotyczących życia i śmierci wrogów i przyjaciół.

Stanisław Likiernik jako żołnierz Kedywu brał udział w najważniejszych akcjach sabotażowych, wykonywał wyroki podziemnego sądu. W Powstaniu Warszawskim walczył na Woli, Starym Mieście i Czerniakowie. Był kilkakrotnie ranny. Został odznaczony orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Od 68 lat na emigracji we Francji.

Nigdy nie krył swojego krytycznego stosunku do powstania. O grupie dowódców wysyłających bohaterską młodzież na barykady mówi bardzo ostro (podkreślając, że nie dotyczy to J. Bokszczanina i K. Iranka-Osmeckiego). Jednocześnie broni honoru, godności i solidarności powstańczej młodzieży. – Byliśmy żołnierzami, musieliśmy wykonywać rozkazy – przypomina. Jego zdaniem rozsądek nie musi oznaczać tchórzostwa, chłodna analiza nie musi być podszyta cynizmem, a obrona wolności nie musi być samobójstwem. Tę wiarę ukształtowały w nim wspomnienia młodości.

I o tym jest ta książka: o pokoleniu Kolumbów, którego Stanisław Likiernik jest jednym z ostatnich przedstawicieli, o polskości, która nie musi być skażona przekleństwem nacjonalizmu i o odwadze, której nie można mylić z zamiłowaniem do bohaterskiego umierania.